Magia zaklęta w tkaninie

QUSIDŁA – Ewa Kulczyk szyje „ubranie dla mieszkania”

 

– Mnie to się wydaje, że w poprzednim życiu musiałam chyba być czarownicą – śmieje się Ewa, lecz szybko dodaje. – Oczywiście taką dobrą!

Swej biblijnej imienniczce zawdzięcza epitet „kusidło”. Tak nazwał Ewę śp. dziadek męża, a potem w ten sposób zwracał się do niej mąż. Od dwóch lat Ewa tworzy w pracowni własne „kusidła” – wykonane z naturalnych materiałów rustykalne zwierzątka i niezwykłe stwory, które kuszą oko. Rękodzieło obejmuje zresztą szerszą paletę elementów dekoracji, w tym realizowane na indywidualne zamówienie wzory poduszek, zasłon oraz innych elementów wyposażenia wnętrz, które można własnoręcznie uszyć. – Jak to trafnie określiła moja znajoma: takie „ubrania dla mieszkania”.

Ewa przepracowała w korporacji 17 lat, aż w końcu poczuła, że ani dnia dłużej. Zapisała się na kurs szycia na maszynie. Wcześniej nigdy zawodowo nie szyła, zawsze jednak ciągnęło ją do zajęć artystycznych – a to decoupage, a to hafty, a to ręcznie szyte torebki w szkole średniej. Chciała zacząć robić coś z sercem. – Wiedziałam też od razu, że jeśli będę szyła, nie będą to ubrania, ale dekoracje do domu.

Ewa-Kulczyk_Qusidła_11

 

Ewa Kulczyk, właścicielka Pracowni Rękodzieła „Qusidła” (fot. Dorota Ziętek)

Chatka na kurzej stopce

Qusidła czają się w sielskim zakątku Tychów, przy ul. Sublańskiej. Mały szary domek, z zewnątrz całkiem niepozorny, zdradzają tylko ludowe akcenty na ganku, w tym drewniane skrzynie niczym z wiejskiej chaty i krzak jeżyn, z których Ewa przyrządza nalewkę. Dużo radości daje jej malowanie mebli. Na to już jednak nie ma ani miejsca, ani czasu. – Mąż marudzi, że chcę się zajmować wszystkim na raz – puszcza oko.

Szary domek początkowo miał być miejscem pod działalność męża. Kiedy jednak weszli tu razem po raz pierwszy, Ewa poczuła, że to wyśmienite miejsce na pracownię dla niej. Nie miały wtedy znaczenia plamy oleju na podłodze i zużyte alternatory pozostawione przez poprzedniego najemcę. – To miejsce od razu miało dla mnie klimat, więc kiedy mąż uznał, że dla niego jest za małe, wcale się nie zmartwiłam!

Zamiłowanie Ewy do rustykalnych klimatów wywodzi się z jej dzieciństwa, bo często wyjeżdżała na wieś. Domki kryte strzechą, zaczarowane kredensy, płoty z desek – to wszystko jest Ewie bliskie i po latach wróciło w artystycznej formie, jaką nadaje Qusidłom.

Dzieci patrzą sercem

Do zaszytej na Sublach pracowni przypadkowy spacerowicz raczej nie trafi. Najczęstszymi gośćmi u Ewy są osoby, które Qusidła widziały już u znajomych lub na Facebooku. Ewa zdaje sobie sprawę, że zmiana lokalizacji na galerię handlową zwiększyłaby ruch w interesie, ale też czuje, że Qusidła niekoniecznie pasowałyby do galerii, a galeria do Qusideł.

Debiut Qusideł nastąpił parę lat temu na jarmarku świątecznym na Placu Baczyńskiego. – Bardzo się stresowałam! Nie miałam pewności, czy się spodobają – wspomina Ewa. – Jednak zainteresowanie, z jakim się spotkały, utwierdziło mnie w przekonaniu, że warto to robić. Tak założyłam działalność.

Klienci pracowni, jak zauważa Ewa, należą do zorientowanych w temacie. Z określoną częstotliwością wracają osoby, które swoje wnętrza konsekwentnie dekorują w stylu rustykalnym. Pokaźną grupę klientów stanowią też goście na imprezach organizowanych z okazji chrztu dziecka – w pracowni można bowiem znaleźć oryginalne podarunki, a także złożyć indywidualne zamówienie na przedmiot z osobistą dedykacją. Wszystkie tkaniny dostępne są na miejscu. – Kropeczki, krateczki, gwiazdeczki… Nie wiem, ile dokładnie wzorów mam w tej chwili w pracowni, ale będzie coś koło stu. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Pewną trudność dla Ewy stanowi przeorganizowanie swojego myślenia na biznesowe. – Czasem, gdy do pracowni przychodzi mama z dzieckiem, któremu aż oczy się świecą na widok któregoś z Qusideł, a ja widzę, że mama akurat nie zamierza go kupić małemu, mam nieodpartą ochotę po prostu dać mu taką maskotkę. Jak to możliwe, że w dobie tabletów, nafaszerowanych elektroniką zabawek i klonów postaci z amerykańskich kreskówek dzieci w ogóle zwracają uwagę na starodawne i trochę dziwaczne Qusidła? – Mnie się wydaje, że dzieci czują, że one robione są z sercem – uśmiecha się Ewa. – Każda maskotka wykonywana jest ręcznie i dlatego do każdej wkrada się trochę duszy. Tchnąc życie w kolejną szmacianą istotkę Ewa wyobraża sobie uśmiech dziecka, do którego trafi, i to sprawia jej radość.

Nadmierne przywiązanie Ewy do powstających stworów to także wyzwanie. – Na Wielkanoc uszyłam takiego wielkiego zająca, miał metr siedemdziesiąt. Znajoma zrobiła mu na drutach sweterek z motywem kurczaka. Zając stał w pracowni, ludzie pytali o niego, a ja miałam głupią nadzieję, żeby nikt go przypadkiem nie kupił! – śmieje się.

Inspiracje

Sublańskie rękodzieło powstaje głównie na bazie bawełny i lnu. Do zadań specjalnych Ewa wykorzystuje oryginalny, importowany z USA polar minky – głównie na poduszki i koce.

Chociaż każdy może złożyć zamówienie na nowe Qusidło, nie znaczy to, że na pewno zostanie przyjęte „na warsztat”. – Z biegiem czasu musiałam nauczyć się asertywności. Zdarzały się bowiem takie zamówienia, których nie czułam. Wówczas, nie chcąc komuś sprawić zawodu, przyjmowałam co prawda zamówienie, ale potem ciągle odkładałam taką pracę. To nie miało sensu. Dlatego teraz wykonuję już tylko takie rzeczy, do których jestem osobiście przekonana. – zaznacza Ewa. – Bardziej wnikliwie analizuję też zamówienie pod kątem technicznej wykonalności. Najpierw rysuję projekt i upewniam się, czy np. z samochodu w efekcie finalnym nie wyjdzie żółw.

Ewa inspiracje czerpie z otoczenia. – W zasadzie nie mam zdolności plastycznych, dlatego wciąż podpatruję przyrodę: czasem zobaczę jakieś zwierzątko i potem je szyję.

Wśród prac realizowanych w ludowym stylu zdarzają się tematy zaskakująco współczesne. – Szyłam już rakietę do tenisa i rakietę kosmiczną, a ostatnio wpadło zamówienie na instrumenty muzyczne – zdradza.

To, co ważne

Co się dzieje z dziełami, którym czegoś zabrakło i nie trafiły do klienta? Julka, 14-letnia córka Ewy, ma pokój pełen poduszek-prototypów i bawełnianych istot uznanych przez Ewę za nieidealne. 5-letni Szymon z kolei, z zapałem godnym kolekcjonera, oczekuje dla siebie kopii każdego z nowopowstających wzorów. – Cieszę się, bo kontakt z rękodziełem kształtuje w dzieciach wrażliwość – przekonuje Ewa. – Szymek zwraca już uwagę na piękno, docenia też sposób, w jaki zapakowany został prezent. W domu rzadko korzystamy z gotowych toreb. Żeby prezent miał osobisty charakter warto poświęcić trochę czasu i zapakować go wyjątkowo – np. w torbę „eko” udekorowaną kawałkiem materiału i serduszkiem lub drewnianym ptaszkiem.

A czy Ewa ma czas dla siebie? – Mam, ale mam też wrażenie, że trochę za szybko biegnie! – uśmiecha się lekko. Od niedawna chodzi na fitness, trzy razy w tygodniu. – To taka chwila tylko dla mnie, kiedy mogę się całkiem wyłączyć.

Pracownia w spokojnej dzielnicy Tychów stanowi wymarzone miejsce, by się w niej zaszyć i tworzyć cuda, którym kres kładzie tylko granica wyobraźni. Własna działalność oznacza jednak też sprawy organizacyjne, którym Ewa musi poświęcać uwagę, dlatego w przedświątecznym okresie zwiększonych zamówień w szyciu pomaga jej mama, a od roku na stałe w pracowni także Lucyna. Ewie trudno sobie jednak wyobrazić, żeby sama miała przestać szyć. – Wiadomo, inne rzeczy też trzeba ogarnąć, ale jeżeli długo nie szyję, to czegoś mi brakuje.

Co z Qusidłami w przyszłości? Z jednej strony fajnie by było, gdyby sprawa okazała się rozwojowa. Ewa zamyśla się jednak. – Na pewno nie chciałabym, żeby zrobiła się z tego „masówka”. Założenie od początku było takie, żeby szyć ręcznie i wkładać w to kawałek siebie, spełniając czyjeś marzenia. Chciałabym, aby zostało w ten sposób. Być może Ewa poszerzy ofertę o ukochane ręcznie malowane meble, które wystawiałaby w galerii. Chętnie poprowadziłaby też kurs szycia dla najmłodszych, jednak warunki w sublańskiej pracowni Qusideł dzisiaj na to nie pozwalają. Póki co koncentruje się na budowie sklepu internetowego, bo wieść o Qusidłach poszybowała daleko poza granice Tychów.

Qusidła to sklep z rękodziełem. Unikalne, ręcznie szyte dekoracje sprawiają, że przestrzeń w domu nabiera niepowtarzalnego charakteru. Pracownię prowadzi Ewa Kulczyk.

Share This