Nie marnuj energii na planowanie

„Z urodzenia  Ślązaczka, w sercu obywatelka świata” – zdawkowo przedstawia się Magda Biskup. Mieszkająca w Australii rybniczanka szczegółowo opisuje na swoim blogu półtoraroczną podróż po świecie, w którą wyjechała z przyjacielem, a wróciła z narzeczonym.

 

Młoda, zdolna, nieprzeciętna – dlaczego nie siedzisz za biurkiem w jakiejś korporacji?

Chyba trochę za dużo tych komplementów! Nie uważam się za bardziej zdolną czy mniej przeciętną niż większość ludzi w moim wieku. Różnić mnie może jedynie determinacja w realizacji marzeń. Zanim wyruszyłam w podróż, pracowałam kilka lat w różnych miejscach – przez ostatnie dwa lata właśnie w międzynarodowej korporacji – i nie uważam tego za czas stracony, bo wiele się nauczyłam. Z podróży wróciłam cztery lata temu i znowu pracuję, chociaż teraz w małej firmie.

Co sprawiło, że zdecydowałaś się na wyprawę?

Zdecydowałam się na wyjazd, bo przez lata o czymś takim marzyłam. Warto jednak zaznaczyć, że samo podjęcie decyzji to był dość zawiły proces.  Przez dłuższy czas wydawało mi się, że wyjazd na więcej niż pół roku jest poza moim zasięgiem – że to by wymagało koszmarnie dużych pieniędzy. Gdy jednak bliżej zainteresowałam się tematem i zrobiłam przykładowy kosztorys, okazało się to nieprawdą. Co chwilę też trafiałam na blogi osób, które mając całkiem przeciętnie płatną pracę potrafiły się zmobilizować: zaoszczędziły i wyjechały. Zrozumiałam, że skoro im się udało, to przy odrobinie wysiłku i mnie się uda. Nie chodziło o to, żeby cokolwiek sobie czy komuś innemu udowodnić – ja po prostu chciałam spełnić marzenie.

Sydney (1)

Skąd podróżnicza pasja u Ciebie?

To się chyba zaczęło, kiedy miałam siedem lat. Mój tata pracował wtedy na kontrakcie w Turcji. Z mamą i siostrą pojechałyśmy do niego na miesiąc na wakacje. Zobaczyliśmy mnóstwo wspaniałych miejsc i choć jako dziecko z pewnością nie byłam w stanie docenić ich piękna, to coś we mnie zostało. Potem była długa przerwa w zagranicznych wojażach, kiedy to ograniczałam się do wyskoków głównie w kraju. Jako siedemnastolatka pojechałam na trzy tygodnie do Paryża uczyć się francuskiego i to chyba wtedy „podróżniczy bakcyl” się wyzwolił. Dalej było już z górki – dwa wyjazdy do Irlandii, roczna praktyka w Malezji, wyjazd do Jordanii, Indii, Australii, na Fidżi – no i wreszcie półtoraroczna podróż po świecie.

Skąd wziąć pieniądze, żeby objechać świat?

Nie mam żadnej złotej recepty. Za moje podróże nie zapłacił sponsor, bogaty mąż czy rodzice, nie wygrałam też pieniędzy na loterii ani nie dostałam ich w spadku. Po prostu zaoszczędziłam z tego, co zarobiłam.

Czego musiałaś sobie odmawiać przed wyprawą?

Musiałam odmówić sobie wielu rzeczy, ale nie było to dla mnie trudne, bo miałam przed sobą jasno wyznaczony cel. Głęboko wierzę, że wszystko jest kwestią priorytetów. Można co rano pić kawę na mieście, kupić telewizor plazmowy albo fundować sobie nowy ciuch kilka razy w miesiącu – ale można te pieniądze przeznaczyć także na podróż. To kwestia wyboru i jeśli ktoś mi mówi, że ja to mam dobrze, bo mnie stać na podróże, odpowiadam, że większość ludzi stać na podróże, tylko trzeba z pewnych rzeczy zrezygnować.

Z kim wybrałaś się w podróż?

Pojechałam z chłopakiem, który w trakcie wyprawy został moim narzeczonym, a po niej – mężem. Podróżowanie we dwójkę jest według mnie optymalne zarówno z punktu widzenia finansów, organizacji, jak i samopoczucia. Nietrudno wówczas o kompromis, wiele kosztów dzieli się na pół i zawsze jest do kogo się odezwać. Nie mogłabym jeździć sama, bo potrzebuję towarzystwa. Samotność jest wbrew mnie. Są też rzecz jasna minusy podróżowania we dwójkę – uważam, że czasem przeszkadza to w nawiązywaniu nowych znajomości. Po prostu świadomość, że ma się towarzystwo, zmniejsza motywację, aby poznawać nowych ludzi.

Czego obawiałaś się przed wyjazdem?

Co ciekawe, nie miałam żadnych obaw związanych z podróżą – ona mogła być tylko świetną przygodą. Obawiałam się tego, co będzie, kiedy podróż dobiegnie końca. Cały czas stałam nogami bardzo mocno na ziemi i myślałam w standardowych kategoriach: że przecież trzeba mieć pracę, że nikt mnie nie zatrudni z dziurą w życiorysie, że to, co robię, jest nieodpowiedzialne. Te obawy zniknęły jednak już w ciągu pierwszych kilku tygodni podróżowania. Szybko nauczyłam się żyć chwilą i myśleć co najwyżej trzy dni do przodu. Wyszłam z założenia, że nie ma co martwić się na zapas.

Malezja (1)

Którędy przebiegała trasa?

Plan początkowo był bardzo ogólny i ograniczał się do wskazania krajów, jakie chcemy zobaczyć – co też zresztą uległo zmianie. Bezpośrednio przed podróżą mieszkaliśmy przez jakiś czas w Australii, więc podróż zaczęliśmy od sąsiadującej Nowej Zelandii. Potem przyszedł czas kolejno na: Filipiny, Tajlandię, Birmę, Laos, Kambodżę, Wietnam, Chiny, Mongolię i Rosję. Na chwilę zatrzymaliśmy się w Polsce, by wkrótce potem wyruszyć do Ameryki Południowej, gdzie odwiedziliśmy Ekwador i Wyspy Galapagos, Peru, Boliwię, Argentynę, Chile z wyspą Wielkanocną i na moment Brazylię. Na tym etapie – czternaście miesięcy od wyruszenia w drogę – nasza podróż miała się skończyć. Czuliśmy jednak, że moment nasycenia jeszcze nie nadszedł, więc wybraliśmy sie na kilka miesięcy do Nepalu i Indii. Całość zajęła nam równo półtora roku, a o naszych przygodach można poczytać na www.careerbreak.pl. Blog zresztą działa nadal; piszę tam teraz o życiu w Australii i o nowych podróżach – teraz bliższych i krótszych.

Jeden wyjątkowy moment, którego nigdy nie zapomnisz…

Wydarzył się w trzecim tygodniu podróży. Po niezwykle intensywnym czasie w Nowej Zelandii spędziliśmy kilka dni tranzytem w Australii, tuż przed wylotem na Filipiny. W Surfers Paradise, mieście w stanie Queensland, wybraliśmy się na spacer plażą. Akurat zapadł zmierzch i wokół było pełno ludzi, którzy spędzali tam wakacje – wszyscy zadowoleni, wyluzowani. W tamtej chwili dotarło do mnie, że przede mną wielka przygoda i że każdy następny dzień będzie taki, jak zechcę. Że teraz wszystko mogę, a nic nie muszę. Poczułam się wolna.

Jak wyglądały Wasze dni?

Mieliśmy ograniczony budżet, więc spaliśmy w skromnych hostelach i trochę pod namiotem. Trzeba dodać, że w niektórych krajach można pozwolić sobie na prawdziwe luksusy za naprawdę niewielkie pieniądze. Stołowaliśmy się w miejscach, gdzie jadali mieszkańcy. Każdy dzień był inny. Czasem od rana do wieczora zwiedzaliśmy. Bywało jednak i tak, że przez tydzień leżeliśmy w hotelu „ładując baterie” na dalszą trasę – takie wakacje od wakacji. Chodziliśmy pod górach, nurkowaliśmy, wystawialiśmy się do słońca na plażach, snuliśmy się po ulicach, odwiedzaliśmy targi i festiwale albo po prostu siadaliśmy gdzieś w knajpce i obserwowaliśmy ludzi.

W jakich sytuacjach byliście zmuszeni improwizować?

Bardzo często trzeba było improwizować, bo w tak długiej podróży dalekosiężne plany raczej się nie sprawdzają. Zresztą podróżowanie z rozkładem zajęć na rok do przodu mnie nie bawi, więc chętnie pozwalałam, by każdy dzień przynosił nowe wyzwania. Zawsze trzeba było znaleźć lokum, zrobić rekonesans, gdzie zjeść coś dobrego, a gdzie zobaczyć coś ciekawego.

Czy trzeba mieć jakieś szczególne cechy charakteru, żeby sobie radzić w podróży?

Spotkałam w trasie setki ludzi. Każdy był inny i podróżował z innych powodów. Myślę więc sobie, że nie ma jakiejś jednej konkretnej cechy spotykanej powszechnie u podróżujących. Po prostu trzeba chcieć.

Co przyniosło największe zaskoczenie w trasie?

Zaskakiwały nas swoją mnogością różnice kulturowe między krajami i niektóre zwyczaje. Po pewnym czasie jednak nawet to zdumienie stało się integralną częścią podróży i pojęliśmy, że każde nowe miejsce oznaczać będzie nową rzeczywistość. Miewaliśmy czasem trudności logistyczne, ale to była część przygody i nawet jeśli trafiły się większe niedogodności, to szybko się o nich zapominało. W podróży chyba ogólnie szybko zapomina się o tym, co niefajne, niewygodne czy denerwujące. W pamięci za to na długo zostają miłe aspekty danego zdarzenia.

Magda Biskup_1

Możesz podać przykład zabawnej sytuacji, która Wam się przytrafiła?

W miejscowości Pisac w Peru zatrzymaliśmy się w przyjemnym hoteliku, który – mimo że kosztował śmieszne pieniądze – miał nawet basen. Wychodziliśmy z pokoju, a ja byłam przekonana, że klucz do pokoju mam w kieszeni, więc zatrzasnęłam drzwi. Okazało się, że klucz został jednak w pokoju, więc udałam się do recepcji po zapasowy, bo taki przecież zawsze jest. Pani przyszła z wielkim pudłem pełnym zapasowych kluczy i przez dobre trzy kwadranse próbowała jeden po drugim – ale żaden nie pasował. Wkrótce stało się jasne, że do pokoju trzeba będzie wejść przez okno. Tak się złożyło, że pod oknem był basen… Drabinę trzeba zatem było wstawić do basenu. Sporo było kombinowania i śmiechu przy ustawianiu drabiny, a potem wdrapywaniu się po niej, ale się udało.

Czy były momenty niebezpieczne?

Los sprzyjał nam przez cały czas – nikt nas nie okradł, nikt na nas nie napadł. Jednak przeżyliśmy coś, co mogło źle się skończyć. Byliśmy w Santiago w czasie ogromnego trzęsienia ziemi w Chile w lutym 2010 r. (było o nim głośno w telewizji). Santiago leży 300 km od epicentrum, ale w miasto uderzyła siła 6.9 w skali Richtera. Wszystko zaskoczyło nas w środku nocy. Przerażające doświadczenie. Na szczęście nam nic się nie stało.

Czy przez całą podróż utrzymywaliście tzw. kontakt ze światem?

Przez większość czasu nie było z tym żadnego problemu. Internet jest już prawie wszędzie. Zdarzały się jednak również okresy bez dostępu do sieci. Tak było w Birmie, gdzie Internet ledwo zipie i przez trzytygodniowy pobyt tylko raz udało nam się z niego skorzystać. Łączności nie udało się nawiązać też na mongolskim stepie i podczas trekkingu w Nepalu. Nie było to dla nas jednak jakoś szczególnie uciążliwe.

Najbardziej dziwaczna pamiątka z tej eskapady to…

W Wietnamie kupiliśmy butelkę wina z kobrą i skorpionem w środku. Siłą rzeczy raczej do dekoracji niż do spożycia.

Czy po powrocie można w ogóle odnaleźć się w tzw. codzienności?

Nigdy nie odnalazłam się do końca. Inne rzeczy mnie teraz interesują i inne rzeczy sprawiają mi przyjemność. Inną też mam wizję przyszłości. Praca to świadomość, że osiem godzin dziennie trzeba spędzać wykonując czynności nie zawsze ekscytujące. To przytłaczające. Dlatego nieustannie kombinuję, co zrobić, żeby etat nie towarzyszył mi przez następne trzydzieści lat. Chcę żyć po swojemu i realizować swoje pasje. Niekoniecznie chodzi tu o to, żeby wiecznie podróżować. Raczej o to, żeby być finansowo niezależnym od innych, robiąc to, co zawodowo sprawia przyjemność.

Czy odradzałabyś komuś tego typu wyprawę?

Podróżowanie polecam wszystkim, ale tzw. backpacking, czyli podróżowanie budżetowe, już niekoniecznie każdemu. Organizując wyprawę w ten sposób trzeba się liczyć z tym, że nie zawsze będzie „egzotycznie i fantastycznie”. Wielogodzinne przejazdy załadowanymi po brzegi lokalnymi autobusami, brak ciepłej wody, jedzenie na ulicznych straganach, wieczne targowanie się o wszystko – to wszystko może zmęczyć. Niektórzy potrzebują więcej luksusu i dla nich tani sposób podróżowanie, mógłby okazać się zbyt męczący, żeby czerpać przyjemność z podróży.

Masz wskazówki dla kogoś, kto uzbierał już nieco gotówki i chciałby wybrać się dookoła świata?

Przede wszystkim: nie odkładaj tego na później. Po prostu jedź. Jeżeli nie masz doświadczenia, wybierz „łatwy kraj” (np. Tajlandia, Malezja) – i ruszaj! Jeżeli chcesz wyjechać na dłużej, nie marnuj energii na wielkie planowanie i przygotowywanie, bo w trasie i tak wszystko wyjdzie inaczej. Najważniejsze to wstać z fotela i zrobić pierwszy krok. Potem jest już tylko coraz łatwiej.

Magda Biskup_2

Komu ma służyć Twój blog?

Zaczęło się od pisania dla rodziny i znajomych. Jednak z czasem blog zaczął zdobywać większą popularność. Dostawialiśmy  dużo maili. Ludzie pisali, że to, co robimy, jest dla nich inspirujące i że pomaga w planowaniu podróży. Dla takich osób przede wszystkim jest nasz blog. Często marzą o podróżowaniu i chcą nabrać przekonania bądź utwierdzić się w nim, że realizacja marzeń to nie tak trudny proces, jak może się początkowo wydawać. Jeśli ktoś chciałby się ze mną skontaktować, to najlepiej to zrobić przez formularz na blogu. Życzę powodzenia i odwagi w realizacji marzeń.


 

Blog Magdy: www.careerbreak.pl
Zdjęcia Magdy: www.magdabiskup.com

Share This