Tu warunki dyktuje mężczyzna

FRYZJER MĘSKI: Amelia Spyra strzyże wyłącznie panów

 

– Cześć, jestem Amelia – młoda brunetka z uśmiechem wyciąga rękę. Ze względu na płeć, w ścianach salonu fryzjerskiego przy Armii Krajowej 71 jestem raczej zjawiskiem rzadkim. Na co dzień przychodzą tu tylko panowie. Po dziesięciu latach strzyżenia w Anglii, gdzie forma „ty” jest jedyną właściwą, Amelia nabrała przekonania, że tak jest prościej. W naturalny sposób skraca więc dystans, jeśli widzi, że to odpowiada też klientowi.

Klient pierwszej kategorii

– Skąd pomysł, żeby z grona klientów wykluczyć kobiety? – pytam. – To dlatego, że mężczyzna jest prostszy w obsłudze! – w odpowiedzi żartuje Amelia, ale zaraz wyjaśnia. – Miałam pomysł, żeby sprofilować w ten sposób ofertę, ponieważ strzyżenie męskie trwa krócej niż damskie. Panowie często narzekają, że w salonie damsko-męskim muszą się umawiać, bo – wchodząc z ulicy – trafiają na, umówioną wcześniej, strzyżoną i farbowaną panią. Z kolei, jeśli sami się umówią, to nie zawsze udaje im się wyjść z pracy na czas i wizyta przepada.

Tymczasem panie, jak na nieszczęście, w salonach damsko-męskich liczebnie dominują nad ilością mężczyzn. Kobiety taką wizytę traktują jako czas dla siebie i bez zbędnego pośpiechu dają się dopieszczać. Mężczyzna zaś do kwestii strzyżenia podchodzi technicznie: ma być dobrze i szybko. I nie rozumie, dlaczego ze swoim prostym strzyżeniem miałby czekać godzinami. – W zeszłym tygodniu miałam klienta, który powiedział, że dla niego najlepiej by było, gdyby go ktoś strzygł w samochodzie w drodze do pracy. Amelia postawiła więc przed drzwiami „potykacz” z zaproszeniem: Nie umawiaj się, po prostu przyjdź!

Klienci zwierzają się też czasem Amelii, że mają ochoty słuchać osobistych wynurzeń kobiet, które rzadko kiedy swoją pielęgnację przyjmują w milczeniu. Za to u Fryzjera Męskiego to oni, panowie, kształtują temat rozmowy – bądź też rezygnują z niej całkiem. Zresztą krótki czas, jaki spędzają na fotelu, wylewnym potokom słów nie sprzyja.

Fot.Michal Janusinski kadr

 

Amelia Spyra, właścicielka Fryzjera Męskiego (fot. Michał Janusiński „Oberiba”)

Warzywniak u Baby Jagi

Co zwraca uwagę już u wejścia, to że w powietrzu „nie wisi” chemia używana do farbowania i trwałej ondulacji, której to zapach jest nieodłącznym elementem wizyty w salonie damsko-męskim. Tymczasem nie dla każdego te aromaty są przyjemne. – Miałam ostatnio małego klienta, którego ojciec zasiadł na kanapie, po czym z ulgą oznajmił, że po raz pierwszy w salonie nie ma reakcji alergicznej.

Fryzjer Męski mieści się w oddzielnym budynku, stylizowanym na mały biały domek o spadzistym dachu. Przez lata w tym miejscu był osiedlowy warzywniak. – Kiedy tłumaczę, jak tu dojechać, często słyszę: Ach, to u Baby Jagi! – śmieje się Amelia. Żeby z gustem zaprojektować wnętrze, skorzystała z konsultacji profesjonalisty i ze swojej fantazji. – Z mężem przeglądaliśmy zdjęcia dawnych, zaprojektowanych klasycznie salonów. Tak trafiliśmy na inspirację, której efekt doceniają dziś najmłodsi klienci.

Faktycznie, pod ścianką na podwyższeniu stoi niewielki samochodzik. Przed nim – fryzjerskie lustro. Pojazd bowiem to nie zabawka, lecz stanowisko do strzyżenia chłopców, którzy w tym czasie zajmują się swoimi „ważniejszymi sprawami” i siadają za kierownicą. Autko trąbi, można w nim też włączyć muzykę, a nawet podpiąć własną MP3.

Pod lustrem, obok miniaturki angielskiej budki telefonicznej, Amelia wstawiła niewielki szyld ze swoim imieniem, który przywiozła z Anglii. Tam każdy fryzjer na swoim stanowisku ma taką tabliczkę. Ciekawostką jest spryskiwacz do włosów, który wygląda jak Jack Daniels. – Whisky to taki męski trunek – wyjaśnia Amelia. – Ale teraz w środku jest tylko woda!
Chociaż duże przedsiębiorstwa produkują kosmetyki głównie dla kobiet, Amelia dba o dostępność linii męskiej. U Fryzjera Męskiego można skorzystać z produktów do stylizacji włosów mężczyzny, ale też i brody – to szampon YUNSEY Professional FRSSH YOUR MIND oraz pomada tej samej marki. Oba produkty mają męski klasyczny zapach, właściwości wzmacniające włos, a szampon mocno odświeża.

Amelii zależało na tym, aby we wnętrzu salonu zapanowała klasyka – uwagę zwracają więc akcenty retro. Na ścianie zawisł stary zegar ze wskazówkami, a klienci rozsiadają na skórzanej sofie, którą bez trudu można wyobrazić sobie w ekranizacji Sherlocka Holmesa. Ściany wyklejone zostały reprodukcją angielskiego dziennika. – Pewnego razu klient zapytał, czy na okres remontu wyłożyłam je gazetą – uśmiecha się Amelia. Tymczasem to cząstka starannie zaprojektowanej całości, podobnie jak olbrzymie fotele. Każdy waży 80 kg. Amelia podpatrzyła je w Anglii. – Takie fotele wykorzystuje się we fryzjerstwie męskim, ponieważ są przystosowane do golenia. Mają zagłówki, odchylają się do tyłu. Klient rozciąga się wygodnie, nie boli go kark, a ja mogę swobodnie pracować.

Trendy kołem się toczą

Strzyżenie brody staje się coraz bardziej popularne, bo wróciła moda na męski zarost. Amelia zwraca uwagę, że w większych miastach tzw. barber-shopów przybywa jak grzybów po deszczu. W Polsce kojarzą się z usługami golarzy w dawnych czasach. – To miejsca, gdzie – poza ułożeniem fryzury – można się ogolić. Obserwujemy zatem powrót do tradycji, bo kiedyś panowie zarostu nie usuwali w domu, za to raz w tygodniu udawali się do golarza. Tam po nałożeniu pianki dawali się zgolić brzytwą, na gorące ręczniki – opowiada Amelia.

Mężczyźni, którzy brodę noszą od dawna, wiedzą też, jak ją przystrzyc. Jednak podążający za trendami, którzy dopiero teraz wybrali dla siebie ten styl, potrzebują czasem pomocy. – Broda to też włosy, więc wymaga pielęgnacji – podobnie jak fryzura na głowie.

Jeśli wziąć pod uwagę uczesanie, Amelia wyróżnia trzy typy klientów. Z jednej strony znajdują się panowie odporni na trendy – tę samą fryzurę, sprawdzoną i wygodną, noszą od lat. Inni chcieliby coś odświeżyć, ale do końca nie wiedzą co. Wreszcie, jest kategoria mężczyzn, którzy do salonu przychodzą zdecydowani, ze zdjęciem. – To ułatwia mi sprawę, bo nie każdy potrafi wyjaśnić, o jaki efekt mu chodzi. Unikamy wtedy m.in. wieloznaczności pojęcia „chcę na krótko”. Zdjęcie zazwyczaj przedstawia piłkarza albo celebrytę – wylicza Amelia. Nie dostrzega natomiast wpływu opinii partnerek na preferencje panów w zakresie pożądanej fryzury. A przynajmniej oni sami się z tym nie zdradzają.

To nie moja głowa

– Jestem raczej wsłuchana w klienta. Nie narzucam mu swojej wizji. Jeśli fryzura, którą klient pokazuje na zdjęciu jako wzorcową, jest na jego włosach niemożliwa do osiągnięcia, informuję go o tym uczciwie i proponuję realną modyfikację. Jeżeli zaś ktoś ustnie opisze mi uczesanie, o jakie mu chodzi, ja wolę poświęcić więcej czasu, ścinając włos z długości stopniowo i dając klientowi czas na sygnał „stop!” – mówi Amelia. Robi tak nawet wówczas, gdy sama od razu ścięłaby więcej. – Zawsze pamiętam, że to decyzja klienta, nie moja. Fryzura w finalnym efekcie ma odpowiadać temu, co wyobrażał sobie klient. Inaczej jest oczywiście wtedy, gdy mężczyzna od razu mówi, że zdaje się na Amelię. – Nie wierzę jednak w coś takiego jak gotowy „katalog fryzur”, z którego można by wybierać. Trzeba uwzględnić indywidualne preferencje klienta i specyfikę włosa.

Lata spędzone na strzyżeniu panów w wielokulturowym środowisku Londynu sprawiły, że Amelia miała okazję pracować na różnego rodzaju czuprynach z Europy i Azji. Daje sobie radę także z zabiegami na włosach kędzierzawych. Czy to ma szansę przydać się w Tychach? Okazuje się, że tak. Całkiem niedawno za pośrednictwem Facebooka dostała pytanie od partnerki Afrykańczyka, czy poradzi sobie z taką fryzurą. – Największym wyzwaniem dla fryzjera są jednak zawsze cienkie i proste włosy – zaznacza. – To one pozwalają pokazać prawdziwe umiejętności lub obnażyć ich brak.

„Let’s talk about sex”

Sex (ang. płeć) to oczywiście nieodłączny temat w przypadku młodej kobiety prowadzącej męski salon fryzjerski. Co na to sama Amelia? – W Polsce zawód fryzjera wybierany jest zwykle przez panie. Być może dlatego, że typowo męskich salonów jest tu jak na lekarstwo. Tymczasem w Anglii w salonie męskim byłam jedyną strzygącą kobietą. Kiedy salon trochę się rozwinie, Amelia planuje kogoś zatrudnić i – z dużym prawdopodobieństwem – będzie to właśnie mężczyzna. Klienci będą mogli wówczas wybrać, komu powierzyć kształt nowej fryzury.

Zapytana o grono znajomych Amelia przyznaje jednak, że więcej w nim koleżanek niż kolegów. – Można powiedzieć, że po pracy sobie „odbijam”! – śmieje się Amelia.

Ile godzin ma tydzień

Czwartki są najluźniejsze. Wtedy przychodzi najmniej klientów. Dlaczego? Amelia wzrusza ramionami. – Ci, co chcieli się obciąć w tygodniu, już to zdążyli zrobić. A ci, co chcą fryzurę na weekend, przyjdą w piątek lub w sobotę. Zdradza, że w Anglii prawidłowość była taka sama.

– W ciągu doby wizyty panów u Fryzjera Męskiego rozkładają się w sposób naturalny. Dzięki zniżce dla emerytów w określonych godzinach zjawiają się oni przed południem, a druga część dnia wykorzystywana jest przez pracujących mężczyzn – wyjaśnia mechanizm Amelia. Rabat przewidziany jest też dla chłopców w wieku do lat 12.

Spełnione marzenia

Amelia uchyla rąbka prywatności. –  Z Anglii wróciliśmy z mężem na miesiąc przed terminem narodzin naszej córeczki, Natalki. Ważne było dla nas, żeby mała wychowała się w kompletnej rodzinie, w bliskości dziadków. Teraz dla Amelii nadszedł czas na spełnienie drugiego marzenia: własny salon fryzjerski. – W pierwszym miesiącu od otwarcia Fryzjera Męskiego na drugie cięcie zdążyło już wrócić dwóch klientów. Jestem szczęśliwa, bo traktuję to jako ocenę mojej pracy. Wszystkich Czytelników „Miasto Gra” serdecznie zapraszam. Do zobaczenia!

Fryzjer Męski zaprasza wyłącznie panów. Można tu nadać nowy kształt swojej fryzurze, a także wypielęgnować zarost. Salon prowadzi Amelia Spyra.

Share This